Skip to main content
Mljet: wyspa, którą prawie pominęliśmy

Mljet: wyspa, którą prawie pominęliśmy

Plan, który wyrzuciliśmy

Mieliśmy plan. Mieliśmy wręcz bardzo dobry plan. Dwa dni na Korčuli, jeden dzień w Stonie, popołudnie na półwyspie Pelješac, pełny dzień w Starym Mieście Dubrownika. To był rodzaj planu, który nie zostawia miejsca na improwizację i niemal na pewno przynosi solidną, przyjemną podróż, która mimo wszystko wydaje się lekko zarządzana.

Zamiast tego stało się tak: katamaran ze Splitu przybył do Korčuli dwie godziny opóźniony z powodu pogody, ominęliśmy nasze połączenie do Stonu i w następnej rozmowie z personelem promowym po raz pierwszy usłyszeliśmy słowo „Mljet”. Był ranny kurs z miasta Korčula, który doprowadziłby nas do Polače – jednej z dwóch głównych wiosek Mljetu – do połowy rano. Słyszeliśmy o Mljecie w nieokreślony sposób. Wiedzieliśmy, że to park narodowy. Wiedzieliśmy, że ma słone jeziora.

Pojechaliśmy.

Pierwsze wrażenia: zielona i spokojna

Mljet jest często nazywany najzielniejszą wyspą Adriatyku i pewnego majowego ranka twierdzenie wydawało się w pełni uzasadnione. Prom podchodzi przez wąski kanał – przejście Soline, które oddziela zachodni kraniec wyspy od wybrzeża Pelješaca – a gęstość lasów sosnowych i ostryżyny schodzącej do linii wody jest uderzająca. Żadnych kurortów plażowych, żadnych hoteli, żadnej widocznej zabudowy jakiegokolwiek rodzaju. Tylko las, skały i woda.

Polače to mała osada zbudowana na i wokół ruin późnoromańskiego pałacu – V-wieczne mury znacznej ufortyfikowanej budowli są po prostu włączone w wioskę, służąc jako fundamenty i tylne ściany domów. To taki swobodny stosunek do starożytności, który albo uważasz za urokliwy, albo lekko irytujący, w zależności od usposobienia. My uznaliśmy go za urokliwy.

Wejście do parku narodowego jest krótki spacerem od portu. W maju 2019 opłata wstępu była wliczona w cenę biletu wycieczki łodziowej, którą zarezerwowaliśmy poprzedniego wieczoru; jeśli przyjeżdżasz samodzielnie, zapłacisz przy bramie.

Jeziora

Sercem Parku Narodowego Mljet jest system połączonych słonych jezior – Malo Jezero (Małe Jezioro) i Veliko Jezero (Wielkie Jezioro) – połączonych z morzem przez wąskie kanały. Woda w obu jeziorach ma głęboki, niemal niemożliwy niebieskozielony kolor, który zmienia się z kątem światła. O 10:00 w maju, gdy słońce nie było jeszcze wystarczająco wysokie, by spłaszczał kolor, wyglądało jak coś z renderowanego komputerowo.

Malo Jezero jest wystarczająco małe, by obejść je w niespełna godzinę. Veliko Jezero jest znacznie większe i ścieżka biegnie wzdłuż całego jego obwodu przez las sosnowy – spacer około siedmiu kilometrów, zajmujący od dwóch do trzech godzin w umiarkowanym tempie. Zrobiliśmy połowę, zanim upał i głód przyciągnęły nas do małej kawiarni na wschodnim brzegu jeziora.

Temperatura wody w późnym maju wynosiła około 18°C – wystarczająco chłodna, by być orzeźwiającą, wystarczająco ciepła, by być przyjemną gdy już byłeś w wodzie. Pływaliśmy przez około czterdzieści minut z płaskiej wapiennej skalnej platformy nad Malo Jezero. Było widocznych może dwadzieścia innych osób z naszego miejsca. W lipcu lub sierpniu podejrzewamy, że byłoby to bardzo inne obliczenie.

Wysepka Świętej Marii

W centrum Velikego Jeziora znajduje się mała wysepka, a na tej wysepce stoi XII-wieczny klasztor benedyktyński, który był nieprzerwanie zamieszkany, w różnych formach, przez większość stuleci od tamtej pory. Dziś mieści restaurację – podróż, by do niej dotrzeć (mała łódka kursująca z brzegu jeziora za kilka kun) jest połową atrakcji.

Zjedliśmy tam obiad: grillowane ryby, sałatka, lokalne wino. Klasztorny dziedziniec jest ocieniony drzewem figowym o znacznej podeszłości. Mury są wystarczająco grube, że nawet w południe wewnętrzne pomieszczenia są chłodne. Powrót łódką na brzeg jeziora zajmuje cztery minuty. Przez mniej więcej godzinę i pół siedzieliśmy na śreędniowiecznym dziedzińcu na wyspie jeziora na wyspie parku narodowego i rozumieliśmy dokładnie, do czego służy fraza „trudno uwierzyć, że to prawdziwe”.

Co nas zaskoczyło

Spodziewaliśmy się, że Mljet nam się spodoba. Nie spodziewaliśmy się, że naprawdę nas poruszy. Jest coś w tej szczególnej kombinacji elementów – starożytność, las, kolor wody, niemal cisza – co wywołuje efekt większy niż jakakolwiek pojedyncza składowa.

Park Narodowy Mljet to jedno z tych miejsc, które są dobre na wielu poziomach zaangażowania: jako krajobraz, jako cel kąpielowy, jako miejsce historyczne, jako po prostu gdzieś do chodzenia po lesie. Zostaliśmy dłużej, niż zamierzaliśmy i wzięliśmy ostatnią łódź z powrotem do Polače w gasnącym popołudniowym świetle, lekko opaleni i bardzo zadowoleni, że ominęliśmy to połączenie do Stonu.

Całodzienna wycieczka do Parku Narodowego Mljet z Dubrownika jest dobrze zorganizowana i zarządza logistyką, która w innym razie wymagałaby starannego planowania – szczególnie wstęp do parku narodowego i łódkę na wyspę Świętej Marii. Jeśli pracujesz z Dubrownika jako bazy, warto wstać wcześnie.

Szczere zastrzeżenia

Mljet w szczycie sezonu – lipcu, wczesnym sierpniu – będzie wyraźnie bardziej zatłoczony niż nasze majowe doświadczenie. Jeziora są skończoną przestrzenią, a obraz tej nieprawdopodobnej niebieskozielonej wody dobrze podróżuje w mediach społecznościowych. Rozmawialiśmy z ludźmi na powrotnej łodzi, którzy odwiedzili w poprzednich sierpniach i opisywali kolejki na prom na wysepkę i znacznie mniej samotności na ścieżkach przy jeziorach.

Połączenia promowe z Dubrownika warto też starannie sprawdzić. Katamaran kursuje sezonowo i nie codziennie; zorganizowana wycieczka całkowicie zdejmuje ten ciężar planowania.

Żadne z tych zastrzeżeń nie umniejsza tego, czym wyspa jest. To jedno z najpiękniejszych miejsc, które odwiedziliśmy w regionie i wrócimy w innym sezonie, żeby zobaczyć, jak się zmienia. Następnym razem też faktycznie zaplanujemy tu być, a nie wtargnąć przez źle zaplanowane połączenie promowe.

Niektóre z najlepszych dni to te, których nie zaaranżowałeś.