Przekraczając granicę do Bośni: dzień w Mostarze i Kravicy
Opublikowano
Kraj po drugiej stronie drogi
Przejście graniczne z Chorwacji do Bośni i Hercegowiny na głównej drodze przybrzeżnej przez Neum zajmuje może piętnaście minut spokojnego lutowego poranka. Zatrzymujesz się, oddajesz paszport, czekasz, przejeżdżasz. Formalność tego – inną flagę, inną tablicę z kursami walut, inne znaki – jest przypomnieniem, że ten kąt Bałkanów pozostaje jednym z bardziej geograficznie nieprawdopodobnych miejsc w Europie: Chorwacja ma 22-kilometrowy odcinek swojego wybrzeża przerwany przez bośniacki dostęp do morza w Neum, spuścizną po terytorialnych ustaleniach czynionych wieki przed istnieniem któregokolwiek z nowoczesnych państw.
Zarezerwowaliśmy wycieczkę w małej grupie z Dubrownika zamiast jechać sami. Decyzja była po części praktyczna – trzy godziny jazdy w każdą stronę trasą, której nie znaliśmy – a po części dlatego, że chcieliśmy, by ktoś inny zarządzał formalnościami granicznymi i bośniackimi warunkami drogowymi, które luty może uczynić nieprzewidywalnymi. Okazało się, że to dobry wybór.
Jazda z Neumu w stronę Mostaru idzie doliną Neretwy na północ przez coraz bardziej dramatyczny wapienno-krasowy kraj. Góry po obu stronach wznoszą się stromo, rzeka poniżej jest żywo turkusowo-zielona od lodowcowego piasku i droga mija przez małe miasteczka noszące architektoniczne i emocjonalne ślady wojny, która zakończyła się niespełna trzydzieści lat temu. Dziurawe kulami ściany. Zrujnowana wieża stojąca wciąż na polu, jeszcze nieodbudowana.
Nasz przewodnik, młody mężczyzna z samego Mostaru, mówił o tym bez sentymentu i unikania. Był dzieckiem podczas konfliktu. Jego miasto zostało zniszczone i odbudowane. Odbudowane miasto jest, według jego słów, jednocześnie lepsze i inne. Powiedział to bez widocznej goryczy, co samo w sobie było czymś do bycia świadkiem.
Stary Most
Stari Most – Stary Most – w Mostarze został ukończony w 1566 roku przez osmańskiego architekta Mimara Hajruddina, który rozwiązał inżynieryjny problem przerzucenia łuku przez szybką rzekę z elegancją, którą jego następcy podziwiali przez cztery stulecia. Most stał aż do listopada 1993 roku, kiedy został celowo zniszczony artylerią. Odbudowany most, ukończony w 2004 roku tradycyjnymi technikami i kamieniem z oryginalnego kamieniołomu, ponownie otwarto z uznaniem UNESCO i dla miasta, które jednocześnie straciło i odzyskało coś kluczowego dla swojej tożsamości.
Przeszliśmy przez most w połowie rano w lutym, gdy Mostar jest naprawdę poza sezonem. Bazar Kujundžiluk na zachodnim brzegu – stara osmańska dzielnica rzemieślnicza, jej bruk wypolerowany przez ruch turystyczny – był spokojny. Kilka sklepów było otwartych; większość pozamykana. Wyglądało jak oglądanie struktury miasta bez jego letniego kostiumu.
Sam most jest wysoki i stromo wysklepiony. Kamień jest lekko śliski od zimowej wilgoci. Neretwa płynie szybko i zielono poniżej, około 21 metrów niżej. Latem licencjonowani nurkowie skaczą z parapetu jako demonstracja lokalnej brawury i zbiórka pieniędzy; w lutym nikt nie skakał. Przeszliśmy przez most dwa razy w obu kierunkach, patrzyliśmy na wodę, czytaliśmy tablicę upamiętniającą historię mostu i staliśmy chwilę nie robiąc nic szczególnego.
Trudno wyjaśnić, co most robi z tobą emocjonalnie, nie brzmiąc ani dramatycznie, ani nieadekwatnie do doświadczenia. Powiemy tyle: to dzieło prawdziwego piękna niosące ciężar historii – zniszczenie, stratę, odbudowę – którego most zwykle nie musi nosić. Przejście przez niego nie jest neutralnym aktem.
Samo miasto
Obszar Starego Mostu jest otoczony infrastrukturą turystyczną, która nawet poza sezonem jest wyraźnie skalibrowana na letnie tłumy: sklepy z pamiątkami sprzedające wyroby z miedzi, restauracje z angielskimi menu, grupy na wycieczkach z przewodnikiem. Ale idź dwie ulice za głównym obwodem a miasto staje się mniej zorganizowane, bardziej wielowarstwowe.
Zjedliśmy obiad w małej restauracji poleconej przez przewodnika – bez angielskiego menu, lokum przyniesione automatycznie z kawą, porcje wymagające poddania się. Ćevapai były doskonałe, przypomnienie, że tradycje grillowanego mięsa Bośni są własną rzeczą, a nie podzbiorem chorwackiej kuchni.
Meczet Koški Mehmed Paszy, XVII-wieczny osmański budynek bezpośrednio nad brzegiem rzeki, oferuje jeden z najlepszych widoków na most z minaretu. Wspięliśmy się. Widok był wart wąskich schodów.
Kravica
Na drodze powrotnej wycieczka zatrzymała się przy wodospadach Kravica, około 45 kilometrów od Mostaru. Latem Kravica jest podobno przepełniona – formacja rzeki, gdzie Trebižat opada przez szeroką półkolistą skalną ścianę do naturalnego basenu i w gorący sierpniowy dzień basen zapełnia się pływakami. W lutym był niemal tylko nasz.
Wodospady były w pełnym przepływie – zimowe deszcze miały rzekę wysoko, a kaskada była ciągła i głośna. Chodziliśmy po ścieżce wokół krawędzi basenu i staliśmy w mgle wodnej i obserwowaliśmy wodę, która była żywo wodnym turkusem nawet w płaskim zimowym świetle. Kilka z nas zgodziło się, że wrócimy latem konkretnie dla pływania.
Wycieczka do Mostaru i wodospadu Kravica z Dubrownika to jedna z bardziej logistycznie uzasadnionych zorganizowanych wycieczek w regionie – czas jazdy, przejście graniczne i trudność samodzielnego dotarcia do Kravicy czynią format z przewodnikiem naprawdę wartościowym, a nie tylko wygodnym.
Czym Bośnia nie jest
Wycieczka jednodniowa z Dubrownika do Mostaru nie daje ci Bośni i Hercegowiny w żadnym poważnym sensie. Daje ci jedno miasto, jeden most, jeden wodospad, kilka godzin kraju, który jest wieloma rzeczami. Nasz przewodnik był jasny w tej kwestii: Mostar nie jest reprezentatywny dla całości, a narracja wojenna, która otacza go dla międzynarodowych odwiedzających, nie wyczerpuje tego, czym kraj jest.
Co nam dała, szczerze, to ciekawość. Wyjechaliśmy z listą rzeczy, do których wrócimy: klasztor w Blagaju, gdzie rzeka Buna wypływa z klifu; średniowieczne ufortyfikowane miasto Počitelj; lasy centralnych wyżyn. Wycieczka jednodniowa do Mostaru najlepiej rozumiana jako wprowadzenie, a nie doświadczenie miejsca. Dobrze ustrukturyzowane, naprawdę poruszające wprowadzenie, ale nie całą historię.